-
Kiedy ze stołu spada wazon, wyciągam ręce, aby go złapać.
Działam instynktownie, bez chwili namysłu. Najpierw
w ruch idą ręce, póˇniej całe ciało. Na takich właśnie,
naturalnych odruchach opiera się Krav Maga. - wyjaśnia
zasady izraelskiej samoobrony Marek Kiersz, oficer jednostki
specjalnej i instruktor walki wręcz.
Spotykamy się w kawiarni w centrum Gdańska. Czarna skórzana
kurtka, krótko ścięte włosy i potężna postura budzą
respekt u osób siedzących przy sąsiednich stolikach.
Mój rozmówca służy w wojsku od 10 lat. Szkolił się m.in.
w słynnych amerykańskich Zielonych Beretach. Prosi,
aby nie ujawniać nazwy jego macierzystej jednostki,
o której jeszcze kilka lat temu mało kto w Polsce wiedział.
To warunek naszej dalszej rozmowy.
Marek Kiersz sztukę walki zaczął ćwiczyć jeszcze w szkole
podstawowej. Najpierw pełnokontaktowe karate kyokushin,
potem judo, które uprawiał przez 8 lat. W wojsku zetknął
się z Krav Maga.
- Po hebrajsku Krav Maga znaczy wielka walka, ale nazwa
jest myląca, bo w sumie nie chodzi o to, aby wdawać
się w wymianę ciosów, tylko jak najszybciej zneutralizować
przeciwnika - wyjaśnia komandos.
W języku wojskowym zneutralizować znaczy zabić.
Obrona
bez cudów
...- Aby opanować cały system w stopniu dostatecznym,
wystarczy 120 godzin treningów - twierdzi Marek Kiersz.
KraVv Maga charakteryzuje się prostotą i skutecznością.
Błyskawiczne i krótkie ruchy nie są może tak piękne
i efektowne jak w chińskim kung-fu, ale ich celem jest
obrona życia, a nie zdobywanie punktów na zawodach.
Zaatakowana osoba znajduje się zwykle w dużym stresie
i nie jest w stanie działać racjonalnie, więc obrona
musi być instynktowna, wręcz podświadoma.
- Jeżeli ktoś zaczyna kogoś dusić, ten odruchowo kuli
się. Wykorzystujemy ten odruch dodając zbicie rąk i
kopnięcie w krocze - wyjaśnia komandos.
Krav Maga nie stosuje żadnych cudownych sztuczek. Uderza
się pięścią, nasadą i kantem dłoni, dąga się palcami
i knykciami palców. Kopie się nisko, maksymalnie do
wysokości pasa, gdyż wyższe podniesienie nogi stwarza
zbyt duże ryzyko utraty równowagi. Na treningach dużo
czasu poświęca się walce w parterze. Techniki te umożliwiają
kobietom skuteczna obronę na przykład przed gwałtem.
Trening
bez rozgrzewki
Adeptów samoobrony od początku uczy się walczyć z kilkoma
przeciwnikami. W odróżnieniu od dalekowschodnich sztuk
walki, gdzie na jeden atak stosuje się kilkanaście rodzajów
obrony, Krav Maga na kilkanaście ataków ma w odpowiedzi
tylko jedną.
- Nie ma wówczas problemu z wyborem techniki - twierdzi
Marek Kiersz.
- Do obrony może służyć wszystko, co mamy akurat pod
ręką. Breloczek z kluczami, długopis, damska torebka
lub lakier do włosów. Kiedy walczymy o życie, nie obowiązują
żadne reguły. Możemy gryˇć, drapać i dˇgać palcami po
oczach.
Żołnierze i policjanci z jednostek specjalnych ćwiczą
walkę wręcz w pełnym rynsztunku, w mundurach, ciężkich
butach i kamizelkach kuloodpornych. Warunki na treningu
nie mogą się różnić od tych, jakie spotykają póˇniej
w realnej walce. Przed rozpoczęciem zajęć nie poświęca
się zbyt dużo czasu na rozgrzewkę, bo przed akcją też
nie ma na nią czasu. W sekcjach cywilnych ćwiczy się
w obuwiu, a nie na boso, jak to mają w zwyczaju karatecy
lub judocy.
W czasie treningu rzadko dochodzi do poważnych urazów.
Mocne ciosy i uderzenia, których celem jest natychmiastowe
obezwładnienie przeciwnika, nie mogą być bite z maksymalną
siłą, gdyż mogłoby się to skończyć tragicznie. Walkę
w pełnym kontakcie ćwiczy się wyłącznie w ochraniaczach.
Terrorysta
z rzeˇnickim nożem.
Techniki Krav Maga od 50 lat są nieustannie doskonalone
i weryfikowane. Izraelscy żołnierze i policjanci wykorzystują
je w czasie codziennej służby. Kiedy jeszcze żył Imrich
Lichtenfeld ( zmarł 2 lata temu ), raz w tygodniu spotykał
się z grupą najlepszych instruktorów i dostosowywał
techniki do nowych form ataków, z którymi Żydzi spotykali
się na ulicach. Na przykład w pewnym momencie trzeba
było zmodyfikować obronę przed sztyletem, gdyż terroryści
zaczęli używać długich, rzeˇnickich noży, które na dodatek
inaczej trzymali w trakcie ataku.
O tym, że Krav Maga rzeczywiście działa, Marek Kiersz
przekonał się wielokrotnie. Nikt go co prawda nie napadł,
ale zdarzało mu się rozdzielać walących się po łbach
ulicznych "wojowników". Na tyle skutecznie,
że odchodziła im ochota do dalszej walki i w spokoju
rozchodzili się do domów ...
Paweł Mazur
( Imię i nazwisko bohatera reportażu
zostało zmienione )